Kredyty walutowe

Kredyty walutowe – Czy są opłacalne? Co zrobić by nie podzielić losu frankowiczów?

Przed wyborami parlamentarnymi politycy obiecali pomoc dla frankowiczów. Oczywiście temat ucichł zaraz po ogłoszeniu wyników wyborów. Jednak co z innymi walutami?

Franki szwajcarskie nie były jedyne

Przed kryzysem bankowym z 2008 roku Polacy mogli przebierać w dostępnych walutach. Kredyt we frankach szwajcarski był to najpopularniejszy kredyt w obcej walucie. Jednak część klientów decydowało się na kredyty w euro, dolarach amerykańskich czy nawet w japońskich jenach.

Wielu specjalistów przestrzegało, że kredyty należy brać w walucie w której się zarabia. W szczególności w przypadku kredytów hipotecznych. Nie było tajemnicą, że jest to przedsięwzięcie ryzykowne. Jednak z ich wypowiedzi można było odnieść wrażenie, że prognozowali pojawienie się wysokiej inflacji. Wpłynęłoby to oczywiście na wzrost ceny waluty, a więc siła rzeczy na to że kredytobiorca będzie miał wyższą ratę. Nie spodziewali się, że centralny bank Szwajcarii zdecyduje się na deflację w odpowiedzi na spekulacje finansowe jej waluty.

Jednak oprocentowanie było kuszące. Decydując się na kredyt w PLN trzeba było liczyć się z oprocentowaniem rzędu 10-15 procent. Podczas gdy kredyty w obcych walutach potrafiły mieć oprocentowanie rzędu 1%. Różnica znaczna. Dodatkowo płacąc ratę w pierwszej kolejności w większości spłaca się odsetki, kwota kapitału jest bardzo niewielka. Przy tak niskim oprocentowaniu sam kredyt mógł być spłacony szybciej.

Zatem co z frankowiczami? Czy rzeczywiście stracili?

Sprawa wbrew pozorom nie jest prosta. Zasada jest taka, że im niższe oprocentowanie tym większa kwotę kredytu można uzyskać. Na pierwszą dekadę XXI wieku przypadał boom mieszkaniowy. Ceny rosły w takim tempie, że bardziej się opłacało kupić mieszkanie i sprzedać po roku niż trzymać na lokacie. Z kolei w roku 2004 Polska weszła do Unii Europejskiej. Rzesza rodaków postanowiła wyemigrować na zachód. W Polsce bezrobocie sięgało wówczas 20%, wśród młodych nawet 50%. Dla sporej części była to jedyna szansa na godne życie.

W tej sytuacji praktycznie z dnia na dzień polski rynek pracy zmienił się z rynku w którym ton nadawał pracodawca na rynek pracownika. Pojawiły się premie, pensje poszły w górę, osoby które do tej pory były bezrobotne znalazły dobrze płatną pracę. Wydawało się, że ten stan będzie trwał.

Polacy zachłysnęli się wzrostem gospodarczym i chcieli więcej. Dlatego kredyt w walucie obcej nie był im straszny. Okres prosperity wydawał się być linią ciągłą. Do roku 2008. Pracodawcy znaleźli straszak w postaci kryzysu. Mogli powiedzieć pracownikom, że nie ma pieniędzy na podwyżki bo jest kryzys. Skończyły się premie, podwyżki raz do roku. Szansa na szybszą spłatę kredytu w obcej walucie spadł. Same waluty z kolei zdrożały.

Nie da się zatem powiedzieć czy frankowicze stracili. Większość z nich jest dopiero w połowie spłacania kredytu. Obiektywnie da się to policzyć dopiero za około 10 lat.